Monthly Archives: Wrzesień 2010

O wyższości NetBeans nad Eclipse

Tak, to znowu ja (szczerze, spodziewał się ktoś innej osoby?). Chciałbym wyrzucić swoje żale dotyczące najpopularniejszego wśród Linuksowców IDE jakim jest Eclipse.

Jestem świeżo po instalacji nowego systemu (Ubuntu, bo jakby inaczej) i zbieram się do kupy. Dość wolno. Wczoraj stwierdziłem, że zbliża się kolejny semestr studiów, parę projektów będzie (nie tylko tych związanych z zaliczaniem zajęć) i zainstalowałem sprawdzonego i polecanego Eclipse. Ok, jest fajno, 200MB paczek z apt-get ściągniętych, zainstalowanych, otwieram Eclipsa, wszystko ładnie pięknie. Domyślna perspektywa to Java, zatem szybkie System.out.println( „Hello World” ); – działa, jest fajnie. Ale z uwagi na to, że więcej tworzę w C++ dorzuciłem moduł od tego, przełączyłem perspektywę, no i się zaczęło…

Milijon komunikatów o błędach, brakowało paczek, errorlog rósł szybciej od wszechświata i zanim napisałem tutaj Hello World, ważył chyba z 5 MB. Ok, przeinstalowałem z poziomu Eclipse wszystkie dodatki – to samo. Ściągnąłem paczki ręcznie, doinstalowałem. Trochę się poprawiło, ale losowo pojawiające się okienka z błędami mnie nieco wkurzały. Przekopałem pół google’a, próbowałem wszystkiego, co znalazłem. Dupa.

Z całego rozgoryczenia i zdenerwowania wywaliłem całego Eclipse na zbity interfejs. Odpaliłem Synaptica, wpisałem w wyszukiwarkę „IDE”. I w oczy rzucił mi się NetBeans. Nazwę słyszałem, spytałem Google’a o opinię. Dużo pozytywów, mało problemów. Pobrałem, zainstalowałem, śmiga wszystko! Działa rewelacyjnie, szybko jak na taki kombajn, rewelacyjnie podpowiada kod, zbratał się z Projektantem Qt4. Żyć, nie umierać. Polecam!

Reklamy

Yeah!

Udało się, recenzja „Czystego Kodu” nagrodzona przez Helion! 😉 Miłego dnia!

Czysty Kod – Recenzja

Około dwóch tygodni temu stałem się szczęśliwym posiadaczem książki „Czysty Kod” pióra Roberta C. Martina. Nie żałuję.

Parę lat temu, widząc moje podarte, zniszczone i zabazgrane przeróżnymi malunkami zeszyty, moja mama powtarzała „Kornel, jak Ty możesz pokazać coś takiego nauczycielowi?! Przecież to zeszyt najlepiej świadczy o uczniu!”. Miała rację. Niedbale prowadzony zeszyt doskonale odzwierciedlał moje „luźne” i bałaganiarskie podejście do życia. Na szczęście pod okiem mamy wyrosłem na dobrego (?) człowieka, który z dnia na dzień coraz bardziej ceni sobie porządek w każdym aspekcie życia. Jednym z takich aspektów jest programowanie. Kiedyś mój kod był okropny – zero wcięć, pochodzące z kosmicznych odpadów nazwy zmiennych i 20-parametrowe funkcje mierzone w dziesiątkach linijek kodu. Jednak z biegiem czasu mój stosunek do czystości kodu poprawiał się. Pojawiły się wcięcia, wykształciłem własny styl formatowania kodu, mogłem być z siebie dumny. Aż pewnego pięknego dnia otrzymałem od kolegi fragment kodu jego programu. Oniemiałem! Wszystko było przejrzyste, niczym w kolorowej książeczce dla małych dzieci; tworzyło spójną całość jak najlepsze powieści. a czytanie kodu przypominało bardziej słuchanie opowiadania, niż zabawę w kompilator… Oczywiście spytałem „Stary, gdzie się tego nauczyłeś?”. Po krótkiej rozmowie kupiłem tę samą książkę.

Czytając pierwsze kilka stron byłem znudzony, powtarzałem sobie w myślach „To już wiem, przecież tak robię”. Nazywanie zmiennych i funkcji było dla mnie sprawą oczywistą, ale przebijając się przez kolejne linie natknąłem się na ciekawe sformułowanie: „Czytelny kod nie wymaga komentarzy”. Pierwsza myśl – to głupie, ale szybko skonfrontowałem stwierdzenie z kodem kolegi – kurcze, to całkiem fajna sprawa.

Dobra, dość części fabularnej – czas na nieco bardziej rzeczową część recenzji…

Książka moim zdaniem świetna, jak dla mnie idealna. Ale ma jedną wadę – nie nadaje się dla początkujących. Błędy, które popełniałem (i nadal popełniam) zostały mi wytknięte perfekcyjnie, po prostu podane na tacy; jednak początkujący programista tej tacy ma prawo nie zauważyć. Ale w ten sposób „Czysty Kod” jest napisany – nie instruuje jak kod pisać należy, a pokazuje jak nie wolno tego robić.

Przykłady w książce są dobrane bardzo dobrze – dobitnie pokazują, jaką drogą iść nie należy. Autorzy kodów są (może nie wprost) wręcz wyśmiewani przez wujka Boba.  Z czasem coraz częściej wychwytywałem „brzydkie” fragmenty kodu w listingach nie zagłębiając się w komentarze Martina – co dowodzi, że książka ta potrafi zmienić spojrzenie programisty na jego pracę. (Ostatnio dostrzegłem nawet niepotrzebne zawiłości kodu w którejś z książek B. Eckela – który jak dotąd był moim programistycznym guru.)

Bardzo spodobał mi się fakt, że kody zamieszczone w listingach były napisane w Javie – moim zdaniem jest to język, który łatwo może zrozumieć każdy programista — niezależnie od tego, w czym sam pisze.

Gdyby Martin zadbał choć trochę o tych, którzy dopiero zaczynają przygodę z pisaniem programów książka ta mogłaby być lekturą obowiązkową dla każdego, kto ma zamiar zetknąć się z programowaniem. A z uwagi na to pominięcie, tylko osoby, które już coś napisać potrafią mają obowiązek zapoznać się bliżej z „Czystym Kodem”. Panie i panowie, programistki i programiści – polecam!